One shocik :P niby delikatny ale jednak +18, więc nieletni nie czytają ;) teoretycznie xD w końcu internety
-Hermiona? A tak... Ta laska Pottera. Mówią, że zimna suka, jednym ruchem różdżki wykończyć potrafi.
-Nie no co ty? Laska? Zimna suka? Raczej zimna dziewica... Cały czas w książkach siedzi.
Tak właśnie mówili o Hermionie Granger, uczennicy szóstego roku w Hogwarcie, chłopcy.
-Hermiona? Merlinie ona w ogóle nie ma stylu. Raz tylko ładnie się ubrała! Na bal. Mówią, że Ginny jej pomagała.
-Racja. Taka z niej cicha woda, a Potter (tu spojrzenie w górę, oczy
zamglone) i Ronald (mniej zamglone oczy) tak za nią latają. Jak ona to
robi?
-No wiesz zdolna jest może ich zaczarowała.
A tak oto mówiły o Hermionie Granger inne dziewczęta z Hogwartu, od czasu do czasu rzucając jej nienawistne spojrzenia.
Mało kto jednak znał prawdziwą Hermionę. O dziwo nie byli to wcale jej
przyjaciele. Można powiedzieć, że wręcz wrogowie, przynajmniej z punktu
widzenia osób postronnych. Najlepiej jednak znałem ją ja.
Zdarzały się chwilę, że przychodziła do mnie. Późno w nocy. Zawsze
wysyłała patronusa. Małą figlarną kotkę. Przybiegała cichcem w swej
połyskliwej bieli i przekazywała wiadomość od swojej pani.
Potem przychodziła ona sama.
-Witaj Lucjuszu.- przystawała w progu jednak nie na długo.
-Witaj Hermiono.- odpowiadałem i rozstawiałem dwie szklanki na
mahoniowej etażerce, po chwili były pełne złocistego płynu. W tedy
przysiadała na poręczy mojego fotela i sięgała po błogosławiony napój.
Ja
również i pogrążaliśmy się w rozmowie. Poczynając od posunięć mojego
Pana, kończąc na Narcyzie, która spała w pokoju obok. To właśnie nas
łączyło. Zamiłowanie do ryzyka i seks.
-Hermiono, pokaż na co
cię stać.- szeptałem prosto do jej ucha, a ona z błyskiem w oku
udowadniała mi swoją wartość. Szlama? Nie w tych chwilach, wtedy była
moją prywatną boginią. Te gorąco żaru, który od niej bił. Jej usta niby
niewinne, aczkolwiek całujące z taką namiętnością. Jej oczy płonące
pożądaniem. Jej głos rozpalający krew w żyłach do stanu wrzenia. Jej
smak wręcz otumaniający i ta rozkoszna ciasność. Zaspokajała
mnie na długie chwile, nie raz, nie dwa. Wiele razy dając mi do
zrozumienia, że nie jest moją niewolnicą. Moją władczynią. Boginią
pożądania. Potem zostawała do świtu i gdy słońce wschodziło wymykała się
cichcem niczym leśna driada. Tak było do czasu.
Fascynowała
mnie do granic możliwości. Myślałem o niej cały czas. Nie. Nie byłem w
niej zakochany. Byłem zakochany w tych chwilach, co łączyły nas więzią,
jak mi się wtedy zdawało nie rozerwalną.
Tak więc w swej gorączce zapominałem o świecie w koło mnie i o Narcyzie. Nie zdawałem sobie sprawy jak wielki popełniam błąd.
Gdy przyszła po raz kolejny. Jak zawsze w tym samym rytuale i leżała na
mojej piersi pogrążona we śnie, ja zaś w zamyśleniu. Nie usłyszałem
cichego zgrzytu otwierającego się zamka. Potem był tylko promień,
zielony pochłaniający wszystko w koło. I ona leżąca w bezruchu ze
spokojem i melancholią widoczną w jej pięknych, orzechowych oczach.
Następnie trzask drzwi i białe długie włosy przez ułamek sekundy
falujące gdzieś w oddali. Narcyza.
To dopiero uświadomiło mnie
o tym co czułem. Tak ja Lucjusz Malfoy, śmierciożerca, pogromca szlam,
pokochałem Hermionę Granger. Mojego wroga, jak sądzili postronni.
Zrozumiałem to dopiero, gdy ją utraciłem. Dlaczego? Byłem zbyt pyszny.
Zbyt dumny, aby zaakceptować swoje serce, które wyrywało się z mojej
piersi. Toczyło bój z umysłem, nie dawało spokoju.
Teraz
żałuje. Spoglądam w dal, widzę ogród, kobietę w zieleni wędrującą w
oddali. Jej białe włosy niesie wiatr podobnie jak szaleńczy śmiech.
Prowadzący słuchacza na skraj obłędu. Budzi się we mnie nienawiść. Tylko
na chwilę, bo przez ułamek sekundy słyszę "jej" śmiech. Śmiech
przynoszący ból. Ból, który nie burzy. Ból, który daje spokój...
Merlin z Wami!
~Shen
O nope! Tylko nie Lucjusz xD Do tego Lucjusz z ciepłymi uczuciami xD Po tytule to myślałam, że to będzie fanfick z Lupinem, nie wiem dlaczego ;) Ale wejście Narcyzy było idealne :D
OdpowiedzUsuńTeż od razu zabrzęczał mi Lupin XD
UsuńTo raczej był ciąg myślowy, który nie ujrzy światła dziennego, bo gdzieżby Malfoy przyznał się do czegoś jak wstrętnego jak yhhh "uczucia"?