Postanowiłam wrzucić najpierw kilka tekstów z nieistniejącego już mojego pierwszego bloga. Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania.
Młoda dziewczyna siedziała opierając się o zimną ścianę wieży astronomicznej. Zawsze gdy miała problem spoglądała w nocne niebo. To pomagało jej spokojnie wszystko przemyśleć.
Tym razem jej problem nie był taki łatwy. Nie chodziło tu o zdolność logicznego myślenia. Z tym nigdy nie miała problemu, oj nie. Była najlepszą uczennicą w szkole, zwłaszcza z transmutacji. Nie miała zbyt wielu przyjaciół, ponieważ zwykle siedziała w bibliotece zagrzebana po uszy w książkach i zwojach pergaminu. Wiedziała też, że nie może zwierzyć się przyjaciołom, tym z nielicznych bliskich jej osób. Nie zrozumieliby jej.
Wiatr rozwiał jej kasztanowe loki, a jedna mała łezka spłynęła po jej policzku. Tu nie chodziło o zwykłą sprawę. Tu w grę wchodziło serce, a z tym nie potrafiła sobie poradzić. Zawsze przecież sugerowała się rozsądkiem. Teraz nie miała bladego pojęcia co ma zrobić? Pokochała swojego profesora. Zawsze dażyła go wielkim szacunkiem, ale od czasu kiedy zaczęły się ich dodatkowe zajęcia szacunek zrodził się w prawdziwe uczucie. Była zauroczona kilka razy, teraz wiedziała, że wpadła po uszy.
I to był właśnie problem młodej gryfonki...
Kobieta uśmiechnęła się na myśl wspomnień. Teraz z perspektywy wielu, wielu lat bawiła ją owa młodzieńcza nieporadność. Ja gryfonką? A zachowałam się jak kompletna puchonka. Powinnam od razu powiedzieć mu co czuje. Wiedziałam, że nie potrafiłby stworzyć stałego związku. Jednak był wspaniałym kochankiem... Teraz on już nie żyje. Jego portret zawisł w gabinecie dyrektora Hogwartu. Jej ukochany... Zginął w sprawie Złotego Chłopca...
Ona była już stara. Nigdy nie miała dzieci. Po ukończeniu szkoły poszła na studia, by po kilku latach powrócić do domu, do Hogwartu. Została nauczycielką transmutacji, oddała się dzieciom innych, mimo że zawsze marzyła o własnym potomku.
Niedługo umrze. Jest już stara... Jak bardzo chce do niego dołączyć...
-Ona zmarła.- wszędzie dało się słyszeć szepty obrazów.- Zmarła nauczycielka transmutacji...
W końcu ta wieść dotarła i do niego.
Nigdy jej nie kochał. Spędził z nią nie jedną upojną noc, ale nigdy nie obdarzył jej prawdziwym uczuciem. Cóż... Zasługiwała nfa to. Na pewno. Była dobra.
Dyrektor na obrazie potarł swój haczykowaty nos w geście zamyślenia.
Ja nigdy nie kochałem, nie potrafiłem.
Ostatnie lata życia poświęciłem większemu dobru. Wygrał Zakon Feniksa wszystko się ułożyło, a ona odegrała w tym wielką rolę. Wiedział, że nie zawsze się z nim zgadzała i właśnie dlatego musiał ją wykorzystać. Inaczej by go nie posłuchała. Zbyt wiele istnień zależało od niej i od niego. Los Pottera, a przez to wielu innych... Tak ona zawsze dbała o Wybrańca.
- Nigdy jej nie kochałeś odezwał się Phineas.- patrząc na niego z ukosa.- Wiesz jakie były jej ostatnie słowa?
"Kocham cię, już zaraz się spotkamy."
Gdyby obrazy miały uczucia chyba by zapłakał. Wykorzystał jej miłość dla dobra ogółu... Dopiero teraz zrozumiał swój błąd. On Albus Dumbledore, człowiek który innym tyle mówił o miłości wykorzystał miłość jego Minerwy, jego Minnie.
Uczynił z niej broń... Miłość dla większego dobra...
Merlin z wami!
~Shen
Hahaha, może to zboczenie zawodowe, ale myślałam na początku, że piszesz jednostrzałowe Sevmione xD A po Dumbledorze to się po prawdzie niczego innego bym nie spodziewała, bo jest (chociaż w sumie to był) po prostu zakichanym mistrzem marionetek :( Ale szkoda McGonagall :(
OdpowiedzUsuńPierwszy i od razu czuję się jakbym dostała w twarz kamieniem... Pałałam do McGonagall sympatią :(
OdpowiedzUsuń